|
Mundial
można uznać za otwarty - pierwszy mecz rozegrała Brazylia,
którą większość kibiców chce zatrzymać na piłkarskim tronie.
Pokonała Chorwację i od razu ustanowiła rekord mistrzostw
świata - "Canarinhos" wygrali na nich po raz ósmy z rzędu.
W 43. min słabo grający dotąd Kaka wspaniałym strzałem z 25
metrów pokonał Stipe Pletikosę i Brazylia zwyciężyła na
inaugurację drogi po szósty tytuł mistrzowski. W środę już
nikt nie będzie nawet pamiętał, że wygrana przyszła bardzo
ciężko, że zespół nie zachwycił, a Chorwaci byli dla
największej z potęg równym rywalem. Równym albo chwilami
lepszym. Dlatego w końcówce meczu na trybunach tańczyli fani
Chorwacji, którzy byli bardziej zadowoleni z formy zespołu niż
Brazylijczycy. Nam pozostaje pytanie: jak to możliwe, że ten
Dado Prszo, który tyle nerwów naszarpał mistrzom świata, jest
w lidze szkockiej mniejszą gwiazdą niż Maciej Żurawski?
Trener Chorwatów Zlatko Kranjczar poprosił fanów już przed grą,
by wybaczyli jego drużynie porażkę i nie robili z niej
tragedii. I tragedii nie ma, choć jego zespół zasłużył na
więcej niż 0 pkt.
Ale wracając do Brazylii - pozostawiła wrażenie mętne, a kilku
jej graczy wręcz kiepskie. Tak jak w Madrycie, tak i w
Berlinie piłkarza Realu Ronaldo pożegnały gwizdy. Za to, że
przez 69 minut stał na boisku. Jak będzie z silniejszymi
rywalami - Włochami czy Argentyną? Na razie nikt sobie tym
głowy nie łamie.
Trener Carlos Alberto Parreira prosił przed meczem, żeby nie
oczekiwać, że jego drużyna zagra z Chorwatami na sto procent
możliwości. - Musimy mądrze gospodarować siłami. Turniej jest
długi. Najpierw musimy wpaść w rytm, rozkręcić się.
Tak jak w 1994, 1998 czy 2002 roku.
Zamierzamy wygrać wszystkie siedem meczów na mundialu, ale na
Chorwatów musi nam wystarczyć 60-procentowy potencjał -
stwierdził trener "Canarinhos".
Popyt na zwycięstwo dzieli fanów przeciwnych drużyn, popyt na
piękno ich łączy. Brazylijczycy są najlepszym przykładem.
Zanim Ronaldinho, Kaka, Ronaldo i Adriano pierwszy raz kopnęli
w Niemczech piłkę, świat już ogłosił ich tymi, którzy mają
ocalić futbol od mechanizacji. Fani chcą, by był spektaklem
tworzonym przez wirtuozów, a nie odtworzonym koncertem
perfekcyjnej maszyny.
Na każdy trening Brazylii przychodzą tłumy, kibice chodzący w
kanarkowych koszulkach mówią wszystkimi językami świata, bo
kto żyw i kocha piękno, jest za Brazylią. Docenianie kunsztu
taktycznego to wyższa szkoła jazdy, zachwyt nad bajeczną
techniką faceta z zębami na wierzchu i w kucyku jest czymś
naturalnym i prostym. Zwłaszcza, że obojętni wobec
hipnotycznych sztuczek Ronaldinho nie mogą być ani ci, którzy
pierwszy raz poszli na stadion, ani ci, którzy na piłce zjedli
zęby. W tym przypadku są zgodni - geniusz. Tyle że we wtorek
tego nie potwierdził. Brazylijscy dziennikarze byli przed
meczem z Chorwacją sceptyczni. - Wszyscy jeszcze przed
mundialem wciskają Brazylii Puchar Świata, a ona wcale nie gra
w najsilniejszym składzie. Ronaldo bez formy, Ronaldinho
słabiej gra w kadrze niż w Barcelonie, a najlepszy obecnie
brazylijski zawodnik Alex został w domu - opowiadał Ulisses
Iarochinski, korespondent dziennika "O Estado do Sao Paolo".
Fernando Duarte z dziennika "O Globo" opowiadał, że wraz z
pierwszym występem "Canarinhos" także 185 mln Brazylijczyków
wstrzymało na chwilę oddech. Szkoły skończyły lekcje
wcześniej, urzędy, banki, a nawet szpitale i komisariaty
skróciły pracę o dwie godziny, żeby każdy zdążył dojechać do
domu. - To lepsze, niż żeby miliony ludzi przedkładało lipne
zwolnienie czy wymawiało się chorobą dziecka.
Futbol ma swoje prawa. Każdy Brazylijczyk chce
przeżyć każdą sekundę z drogi naszej drużyny po szóste
mistrzostwo świata - wyjaśnił. Tak samo myślą i dziennikarze,
którzy akredytowali się w Niemczech - na listę oczekujących na
bilet na mecz Brazylia - Chorwacja zapisało się aż 600.
To absolutny rekord.
Za sprawą Brazylii mają paść także inne rekordy.
Cafu ma być mistrzem świata po raz trzeci i
wyrównać osiągnięcie Pele. Trzy razy mistrzem byłby też
Ronaldo, ale w 1994 roku w USA był w ekipie, tyle że nie
zagrał wtedy nawet minuty. Już jednak w meczu z Chorwacją mógł
pobić rekord 14 goli zdobytych na mundialu należący do Niemca
Gerda Muellera. Brakuje mu tylko dwóch bramek. Tylko i
aż, bo we wtorek pokazał, że w Realu nie przypadkiem gra słabo.
Jest po prostu w katastrofalnej formie i chyba tylko
legendarne nazwisko sprawia, że Parreira wystawia go w
pierwszym składzie.
Brazylia – Chorwacja 1:0 (1:0)
1:0 – Kaka 44’
Brazylia: Dida – Cafu, Juan, Lucio, Roberto Carlos -
Kaka, Emerson, Ze Roberto, Ronaldinho - Adriano, Ronaldo (69’
Robinho).
Chorwacja: Pletikosa - Simic, R. Kovac, Tudor, Simunic
- Srna, N. Kovac (40’ Leko), Kranjcar, Babic - Prso, Klasnic
(56’ Olic).
Żółte kartki: Emerson oraz N. Kovac, R. Kovac, Tudor.
Sędzia: Benito
Archundia (Meksyk).
Widzów: 72000. |