|










|
|
|

ALEMANHA 2006 |
REPÓRTER PARA SEMPRE
Viagem aos campos alemães de
futebol
|
| A crônica |
Fotos |
|
Será revanche?
Ulisses Iarochinski
04 de
julho de 2006
Mais uma vez a imprensa polaca procurou saber o que eu
pensava antes de mais um jogo da seleção canarinho. Desta vez seria contra
a temida França de Zidane e Thierry Henri.
|

Antes do grande confronto, o treino foi
mais brincadeiras do que tática. |
Na reportagem de Michał Pol sou questionado sobre as provocações da
imprensa francesa e se o Brasil estava considerando uma revanche da perda
do título de 1998.
Este é o trecho traduzido da matéria original:
Por
que Ronaldinho não sai ultimamente?
PARA A GAZETA - Ulisses Iarochinski, jornalista de "O Estado de Sao
Paulo" responde:
A partida com a França não é para os Brasileiros de modo algum uma
revanche do desastre na final de 1998. A revanche foi para nós a final no
último mundial. Vencemos os alemães, recuperando o título de campeão
mundial e com isso a situação foi resolvida. Agora a França é para nós
apenas uma parada na estrada do sexto título. Apenas ele conta e o
alcançaremos com pouco estilo. Por isso me diverte saber que o mundo
inteiro está se atormentando, porque o Brasil joga feio. Nós preferiríamos ganhar. É
evidente que eu também gostaria ver o futebol arte de Ronaldinho, o
qual está se atrevendo nossos rivais. Neste mundial, neste seu caminho,
Ronaldinho está jogando com pouca efetividade
e não consegue organizar o time. Dou um exemplo: Rivelino, campeão mundial em
1970, durante o torneio não raspou o bigode. Ronaldinho poderia prometer
raspar a cabeleira. E Ronaldinho tem a
maravilhosa e última chance de entrar para o mural da fama. Mas infelizmente
parece que não veremos,
a mesma forma fantástica com que tempos atrás Ronaldo foi elevado ao posto
de herói. E na Alemanha, Ronaldinho tem esta última oportunidade de
conquistar este privilégio. Pode antes da partida com a França
desistir de tentar jogar para seus colegas e mais para sua juventude e aí
sim podemos espera que ele jogue
espetacularmente.
O texto completo em idioma
polaco pode ser lido a seguir:

Korespondencja: Michał Pol z Berlina
01-07-2006, ostatnia aktualizacja 01-07-2006 01:22
Francja -
Brazylia. Rewanż po 8 latach
W 1998
r. Brazylia też była faworytem. Jej wielką gwiazdą też był Ronaldo. A my
wciąż mamy w składzie "Zizou", więc strzeżcie się, Brazylijczycy! -
ostrzega bramkarz Francji Fabien Barthez.
Stade de
France, lipiec 1998 r. W składach rozdanych dziennikarzom tuż przed meczem
nie ma Ronaldo. Podobno kontuzja kolana. Na boisko jednak wychodzi, ale
jest cieniem łowcy goli. Postacią numer jeden jest za to lider gospodarzy
Zinedine Zidane. Strzela pierwsze dwa gole. Trzeci, Emmanuela Petita, jest
kropką nad "i". Francja po raz pierwszy zostaje mistrzem świata, broniąca
trofeum Brazylia zostaje upokorzona.
- Kiedy mecz dobiegał końca, mówiłem sobie w duchu: "To nierealne, to
nierealne, Puchar Świata jest nasz, za chwilę dostaniemy go do ręki" -
opowiada obrońca trójkolorowych Lilian Thuram, jeden z 12 piłkarzy w obu
drużynach, który gra także na mistrzostwach w Niemczech.
To samo powtarza inny uczestnik tamtego spotkania Zé Roberto. On także nie
wierzył w to, co się dzieje. - Patrzyłem i myślałem sobie: "Ja śnię, to
się nie dzieje naprawdę". Nikt z nas nie mógł znaleźć słów po tym meczu. W
szatni, autobusie, hotelu, samolocie panowała grobowa cisza. Wielu z nas
nie jest w stanie o nim mówić do dzisiaj. Taka porażka pozostawia
nieusuwalne blizny. Nawet sobotnia wygrana z Francją niczego nie naprawi -
mówi Brazylijczyk. Trener Carlos Alberto Parreira: - Poradziłem piłkarzom,
żeby wyrzucili te myśli z głowy. Finał z 1998 roku to historia. A
teraźniejszość to mecz z wielkim rywalem, który Brazylia musi wygrać w
drodze po mistrzostwo świata.
Pięć gwiazdek na koszulkach
Ma rację Barthez, Brazylia znów jest faworytem. Jest nim od lat, od
poprzedniego finału w Jokohamie, w którym pokonała Niemcy. Od tamtego
mundialu nikt przy zdrowych zmysłach nie stawia na Francuzów. W Japonii i
Korei nie tylko nie wyszli z grupy, ale nawet nie zdołali zdobyć gola. Tam
rozpoczął się kryzys wielkich piłkarzy, którzy błyszczeli w klubach, ale w
reprezentacji sprawiali wrażenie wypalonych. Na Euro 2004 dali się
wyeliminować Grekom. Eliminacje do mistrzostw świata były dla nich
męczarnią, w trakcie której nie mogli pokonać Izraela, Irlandii ani
Szwajcarii. Na pomoc musiały wrócić z reprezentacyjnej emerytury stare
gwiazdy - Thuram i Zidane. Gra tego ostatniego w Niemczech przeciwko
Szwajcarii czy Korei sprawiła, że nawet najwięksi fani żałowali, że wrócił.
Wszystko odmienił mecz z Hiszpanią. Zidane wbrew zapowiedziom hiszpańskich
piłkarzy, zamiast dać odejść na emeryturę, zagrał jedno z najlepszych
spotkań w sezonie, który przypieczętował golem. Pozostali weterani też
zagrali świetnie. Patrick Vieira zdobył gola i wraz z Claude'em Makelele
rozbijał hiszpańskie ataki, nim te docierały do pola karnego.
Thierry Henry wyjaśnił to żelaznym duchem w drużynie. I tym, że wielkie
stare gwiazdy rozdrażnione własną słabą grą, krytyką i żartami z siebie
postanowiły raz jeszcze pokazać światu wielkość. - Od dawna nie widziałem
tak grającej Francji. Aż żałowałem, że mecz już się kończy - mówił "Gazecie"
napastnik.
Teraz dodaje, że ten sam duch będzie im towarzyszył w meczu z Brazylią. -
Co nas obchodzi, że Brazylijczycy mają na koszulkach pięć gwiazdek za
każde mistrzostwo świata, a jej zawodnicy mogliby otworzyć sklep ze "złotymi
piłkami". Zagramy z tym samym nastawieniem co przeciwko Hiszpanii, każdy
rywal jest do pokonania. Bez tego nie ma sensu wychodzić na boisko -
zapowiada Henry.
I on ma wiele do udowodnienia w tym meczu. Finał w 1998 roku przesiedział
na ławce rezerwowych. Miał już wejść, ale trener Aimee Jacquet rozmyślił
się po czerwonej kartce Marcella Desailly. Henry przegrał też już w tym
roku jeden ważny mecz przeciwko drużynie Ronaldinho - finał Ligi Mistrzów
w Paryżu.
"Jogo bonito" to nie o nas
Brazylia awansowała do ćwierćfinału, wygrywając z Ghaną 3:0, ale za
brzydką grę (podobnie jak z Chorwacją i Australią) ściągnęła na siebie
falę krytyki. Zamiast pokazać najpiękniejszy futbol świata, gra twardy,
zimny i wyrachowany. Drużyny broni Roberto Carlos. - "Jogo bonito" (graj
pięknie) to nie nasze motto, ale slogan reklamowy Nike. To nie nasza wina,
że wszyscy odnoszą go do nas. Brazylia ma przede wszystkim wygrywać i
zdobyć mistrzostwo świata - tego wymaga się od nas na każdym mundialu. I
my robimy swoje: wygraliśmy cztery mecze, strzeliliśmy dziesięć goli,
straciliśmy jeden. To lepszy wynik niż tak chwalonych Niemców czy
Argentyńczyków. A "Jogo bonito" to tylko sposób na sprzedanie paru
koszulek, butów i piłek więcej - powiedział lewy obrońca.
Trener Carlos Alberto Parreira pyta, dlaczego to właśnie od Brazylii
wymaga się pięknego futbolu, a innym wolno grać brzydko. Na przykład
Anglikom, od których gry w meczach z Paragwajem i Ekwadorem bolały zęby. -
Nie mamy nic przeciwko pięknu w grze, staramy się, kiedy się da. Ale w
głowach mamy tylko jedno: pokonać Francję, awansować do półfinału, wygrać
go, a potem finał. Reszta nas nie obchodzi - dodał Parreira.
Kontuzjowani Kaka i Emerson w piątek nie trenowali z drużyną. - Gdyby mecz
z Francją był w piątek, na pewno by nie zagrali. Zobaczymy w sobotę -
mówił wczoraj lekarz brazylijskiej ekipy. Mają szansę ich zastąpić Juninho
Pernambucano, Cris albo Fred - wszyscy trzej z Olympique Lyon, więc
świetnie znający futbol przeciwników.
Zdrowy jest za to Robinho. Tego ostatniego najbardziej zajmuje to, czy w
meczu zagra Zinedine Zidane, który w czwartek odpuścił trening z powodu
urazu łydki. - Jego gole w finale w Paryżu w 1998 r. przeszły do historii,
upokorzyły wszystkich Brazylijczyków. Co to byłby za rewanż, gdyby
zabrakło go we Frankfurcie? - mówi Robinho. I dodaje, że wszyscy
Brazylijczycy z Realu bardzo lubią "Zizou". - Myślę, że to wielka strata
dla futbolu, że kończy karierę. Ale skoro ma to zrobić, niech zrobi po
przegranym meczu z Brazylią. Przecież przegrać z Brazylią to nie wstyd, to
zaszczyt. Nawet dla tak wielkiego piłkarza - uśmiecha się 22-letni
napastnik Realu.
Dlaczego Ronaldinho nie wchodzi ostatni?
DLA GAZETY - Ulisses Iarochinski, dziennikarz "O Estado de Sao Paulo":
Mecz z Francją nie jest dla Brazylijczyków żadnym rewanżem za porażkę w
finale w 1998. Tym rewanżem był dla nas finał na ostatnim mundialu.
Wygraliśmy z Niemcami, odzyskaliśmy tytuł mistrza świata i sprawa
załatwiona. Teraz Francja jest dla nas tylko przystankiem w drodze po
szósty tytuł. Tylko on się liczy, a już najmniej styl, w jaki to
osiągniemy. Dlatego śmieszy mnie oburzenie całego świata, że Brazylia gra
brzydko. My wolimy, żeby wygrywała. Oczywiście ja też chciałbym oglądać
sztuczki Ronaldinho, którymi ośmiesza rywali. Swoją drogą, jego słabsza
gra wynika z przesądów. Np. Rivelino, mistrz świata z 1970 roku, podczas
turnieju nie golił wąsów. A Ronaldinho ma zwyczaj ostatni wychodzić na
murawę. Niestety, temu samemu przyzwyczajeniu hołduje także Ronaldo. A w
Niemczech to ten ostatni korzysta z tego przywileju. Może przed meczem z
Francją ustąpi młodszemu koledze, a wtedy doczekamy się widowiskowej gry.
Dla Gazety: Lilian Thuram, zaliczy 119. występ w reprezentacji:
Nie sądziłem, że w wieku 34 lat będę jeszcze przeżywał takie emocje. Kiedy
dwa lata temu ogłosiłem koniec reprezentacyjnej kariery, byłem pewien, że
to nieodwołalna decyzja. Dałem się trenerowi namówić na powrót wbrew
własnej woli. Po meczu przeciwko Hiszpanii wiem, że było warto wrócić.
Z Brazylią emocje będą jeszcze większe. Dla mnie to nie tylko wspomnienia
finału w Paryżu, ale całej młodości. Jako dzieciak byłem...
Brazylijczykiem. Na podwórku, kiedy graliśmy w piłkę, każdy nim chciał być.
Nie mam
pojęcia, kto wygra, choć na pewno to Brazylia jest faworytem. Ale w 1998
r. Brazylia też była faworytem w finale. Jej wielką gwiazdą też był wtedy
Ronaldo...
Notował w Hanowerze Michał Pol.
DE SUA OPINIÃO, POR
FAVOR CLICA AQUI
|
|
-
- Compre o
livro
-
-
Compre o filme
-
PREÇO DE CADA
:
R$ 25,00 , mais
despesas de correio. telefone para:
041 3336 4275.
|